Aktualności
RAPORT 2025
Z ogromną wdzięcznością i w duchu transparentności publikujemy sprawozdanie z działalności Kolektywu Hola Hola z roku 2025.
Dziękujemy
To dzięki Wam jesteśmy w stanie działać dalej wspierając osoby w drodze.
Przypominamy, że możecie nadal nas wspierać poprzez:
- Sklep bez Granic (sklepbezgranic.pl)
- Zbiórka: pomagam.pl/ludzie-na-granicy
* LICZBA INTERWENCJI: 96
* LICZBA OSÓB: 245
* NTERWENCJE Z UDZIAŁEM OSOBY MEDYCZNEJ: 8
* PRZYPADKI URAZÓW: rany cięte, stopy okopowe, hipotermia, zwichnięcia kostek i kolan, wybity bark, ogólne obrażenia rąk i nóg.
* DZIAŁANIA KOLEKTYWU HOLA HOLA FINANSUJEMY PRZEDE WSZYSTKIM DZIĘKI - PRZYCHODOM ZE SKLEPU BEZ GRANIC sklepbezgranic.pl W RAMACH PROJEKTU "LUDZIE NA GRANICY" REALIZOWANEGO WE WSPÓŁPRACY Z TOWARZYSTWEM EDUKACJI ANTYDYSKRYMINACYJNEJ ORAZ DZIĘKI WSPARCIU OSÓB PRYWATNYCH.
* ŚRODKI POZYSKANE DZIĘKI PRZYCHODOM SKLEPU BEZ GRANIC
- rzeczy do lasu: 21 000 zł
- wsparcie osób pomagających (w tym paliwo): 8758,25 zł
- operacyjne (w tym najmy i naprawy aut): 25169,13 zł
* OD POCZĄTKU TRWANIA ZBIÓRKI UDAŁO SIĘ ZGROMADZIĆ 21 228 zł.
ŚRODKI PRZEZNACZONO NA:
- ok. 8 200 zł - bieżące zakupy oraz podstawowe potrzeby gospodarcze,
- ok. 900 zł - opłaty i rachunki,
- ok. 2 500 zł - zwroty za mandaty, zwroty kosztów podróży, a także wydatki związane z paliwem i naprawami samochodów.
* OSOBY ZAANGAŻOWANE W DZIAŁALNOŚĆ KOLEKTYWU HOLA HOLA - ZARÓWNO AKTYWISTKI I AKTYWIŚCI, WOLONTARIUSZKI I WOLONTARIUSZE, JAK I OSOBY KOORDYNUJĄCE DZIAŁANIA - WYKONUJĄ SWOJĄ PRACĘ NIEODPŁATNIE, DZIAŁAJĄC NA POGRANICZU POLSKO - BIAŁORUSKIM NA RZECZ NIESIENIA WSPARCIA HUMANITARNEGO, A TAKŻE SZEROKO ROZUMIANEGO WSPARCIA, EDUKACJI I RZECZNICTWA.
* BAZA KOLEKTYWU UGOŚCIŁA OKOŁO 110 OSÓB, KTÓRE WSPARŁY DZIAŁANIA HUMANITARNE JAK I LOGISTYCZNE.
* KOLEKTYW WZIĄŁ UDZIAŁ W SIEDMIU SZKOLENIACH Z ZAKRESU HIPOTERMII, PIERWSZEJ POMOCY, ORAZ PODSTAW PRAWNYCH ŚWIADCZENIA POMOCY HUMANITARNEJ.
* KOLEKTYW OTRZYMAŁ RÓWNIEŻ CZTERY DOSTAWY ZUP OD GRUPY "ZUPA NA GRANICĘ", KTÓRE TRAFIŁY DO OSÓB POTRZEBUJĄCYCHNA TERENACH PRZYGRANICZNYCH ORAZ WYPIEKI I KAWY DLA OSÓB POMAGAJĄCYCH.
* W MINIONYM OKRESIE ODBYŁY SIĘ TRZY BENEFITY, DZIĘKI KTÓRYM ZBIERANO ŚRODKI ORAZ WZMACNIANO SIECI SOLIDARNOŚCIOWE.
* OSOBY ZAANGAŻOWANE W DZIAŁANIA KOLEKTYWU POKONAŁY ŁĄCZNIE 19 371 KM.

NOWY Rok? A na granicy bez zmian.
Osoby dalej przekraczają granice, szukając bezpiecznego i godnego życia, prawa dalej są im odmawiane, dalej doświadczają przemocy.
Póki to się nie zmieni, zostajemy. Działamy, wspieramy.
Dokładamy swoje cegiełki do świata bez granic.


Polski rząd wprowadził w życie rozporządzenie Rady Ministrów, które czasowo ogranicza możliwość składania wniosków o udzielenie ochrony międzynarodowej na granicy z Białorusią. Rozporządzenie to budzi poważne kontrowersje i krytykę ze strony organizacji praw człowieka, ponieważ narusza prawo międzynarodowe, w tym Konwencję Genewską dotyczącą uchodźców, która gwarantuje każdej osobie prawo do ubiegania się o azyl. Decyzja ta wpisuje się w szerszą politykę gwałtownej militaryzacji wschodniej granicy i prowadzi do dalszej eskalacji kryzysu humanitarnego.
Rozporządzenie jest również odbiciem głęboko zakorzenionych uprzedzeń rasowych. Gdy tysiące uchodźców z Ukrainy zostało przywitanych z otwartymi ramionami i realnym wsparciem, uchodźcy z Bliskiego Wschodu czy Afryki są traktowani jak zagrożenie, a nie ludzie w potrzebie. Ich cierpienie jest mniej „wygodne” i mniej „nasze”. A przecież Polska przez lata uczestniczyła w politycznych i militarnych sojuszach, wspierając interwencje, które destabilizowały kraje Bliskiego Wschodu i Afryki. Teraz, gdy konsekwencje tych działań pukają do naszych drzwi, udajemy, że nie mamy z tym nic wspólnego.
To rozporządzenie to nie tylko chłodna polityczna kalkulacja – to akt selektywnej empatii i systemowej niesprawiedliwości. Odmawiając prawa do ochrony ludziom o „niewłaściwym” kolorze skóry i pochodzeniu, Polska wpisuje się w długą historię europejskiej hipokryzji wobec ofiar globalnej nierówności, do której sama pośrednio się przyczyniła.

Czym jest granica? Linią na mapie? Murem? Drutem kolczastym? A może nieustannym procesem kontroli i oporu?
Mamy przyjemność zaprezentować mapę przedstawiającą przestrzeń granicy polsko-białoruskiej. Odwołując się do metodologii kontrmapowania, nie pokazuje dokładnych lokalizacji, choć zawiera kluczowe elementy geografii pogranicza. Ukazuje za to mechanizmy przemocy, polityki kontroli i codzienność osób w drodze.
Mapa jest efektem dokumentacji i badań prowadzonych na granicy od początku kryzysu humanitarnego oraz refleksji aktywistycznych. W jej opracowanie zaangażowane były osoby badawcze i aktywistyczne oraz międzynarodowy zespół artystyczny i informatyczny.
Narzędzie to może posłużyć do samodzielnego zgłębiania tematu, ale zachęcamy do wykorzystania go również do celów edukacyjnych - warsztatów i zajęć z młodzieżą szkolną i studencką.
Mapa dostępna jest pod adresem: https://mapa.bbng.org/

Na Podlasiu powoli wyłania się wiosna, chociaż w nocy nieustannie panuje mróz. Z wiosną ponownie pojawia się także ruch osób w drodze. Po zimowym względnym spokoju, otrzymujemy coraz więcej próśb o pomoc.
Ostatnie dni były dość intensywne: osoby zgłaszały się w różnych godzinach, często podkreśląjąc różnorodne urazy. W przypadku dwóch młodych chłopaków z Etiopii były to skutki pobicia przez białoruskie służby:
"Gdy dotarliśmy do chłopaków, spali ukryci w gęstym choinkowym lesie. Mówili, że w tym miejscu spędzili dwie noce.
Ich stan ogólnie był dobry, choć gdy do nich dotarłyśmy byli mocno wyziębieni, trzęśli się z zimna. Byli też głodni. Dałyśmy im jedzenie, zupę, herbatę, czyste ubrania i buty.
Mówili, że w sistiemie bili ich po nogach i plecach. Widziałyśmy i zaopatrzyłyśmy widoczne obrażenia.
Oboje wyrazili chęć ubiegania się o ochronę międzynarodową w Polsce. Wiedzieli o nowej ustawie azylowej i bardzo bali się, że zostaną wyrzuceni na Białoruś. Dopytywali, od kiedy zacznie obowiązywać nowe prawo.
Jeden z nich stracił matkę oraz ojca - wskazywał na ich zamordowanie przez etiopski rząd. Jego młodsze rodzeństwo zostało w kraju z dalszą rodziną. Natomiast drugi mężczyzna stracił całą rodzinę. Obaj w Etiopii byli bezdomni."
Nieustannie niesiemy wsparcie humanitarne osobom w drodze. Kryzys na pograniczu polsko-białoruskim nie skończył się - jest tylko mniej widoczny w mediach.

Druga w nocy, przenikliwe zimno, w otwartym polu nic nie chroni nas przed wiatrem. Ani przed wzrokiem służb, wyposażonych w termo- i noktowizję. Nie umiem sobie wyobrazić, jak ktoś możne wytrzymać w taką pogodę, leżąc godzinami na ziemi. Jedna z pierwszych wskazówek ze szkolenia z hipotermii - odizolować od podłoża, mokra ziemia wysysa ciepło z organizmu już w kilka minut. A informację o potrzebującym pomocy w polskim lesie Somalijczyku dostaliśmy ponad godzinę temu. Jest czterdzieści kilometrów od nas, zmarznięty, głodny, sam. Chce ubiegać się o azyl.
Somalia to jeden z krajów uznanych przez Polskę za zbyt niebezpieczne, żeby można było do nich deportować kogokolwiek. To oznacza, że zapewne otrzyma azyl. Ale to może też być powód, dla którego zostanie od razu wyrzucony do Białorusi, tak by nie miał możliwości złożenia wniosku o ochronę.
Prawie kompletna ciemność, niebo zaciągnięte chmurami, jedynie przy zaporze na granicy widać co chwila błyski i snopy światła. Idziemy, a we mnie narasta poczucie, że coś jest nie tak. Zdejmuję czapkę i już wiem - na granicy słyszalności, gdzieś przed nami terkoce silnik dużego samochodu.Kucamy, słuchamy - nie ma wątpliwości. Podchodzimy ostrożnie jeszcze kilkadziesiąt metrów, kiedy nagle samochód włącza światła. Padamy na ziemię. Mamy szczęście, świeci w inną stronę. 100-200 metrów od nas, na skraju drogi za krzakami stoi samochód patrolowy.
Musimy się wycofać. Nocą nie jest bezpiecznie. Nie wiadomo, co się zdarzy zanim służby zobaczą, że jesteśmy białe. Zanim zdążymy przebić się przez wrzaski, by usłyszeli, że mówimy po polsku. A i wtedy raczej nie będzie przyjemnie. Ruszamy z powrotem, trzymając się blisko ziemi.
W połowie drogi zatrzymuje nas patrol. Dajemy dokumenty, czekamy. Ciekawa jestem co widzą, kiedy wbijają w system dane - moja lista spisań z ostatnich dwóch lat musi ciągnąć się na wiele ekranów.
Po chwili wraca strażnik. Podobno awaria systemu i musimy poczekać. Ostatnio jakoś częste te awarie, które nie pozwalają jechać dalej. Jest już prawie piąta. W końcu ruszamy, wóz patrolowy za nami. Uprzedzili, że dopilnują, żebyśmy się gdzieś nie zgubili.
Kontakt z czekającym na pomoc Somalijczykiem się urwał.
Może skończyła mu się bateria. Może został zauważony i zatrzymany. Może został już siłą wyrzucony za płot, do Białorusi. Szanse na to, że trafił do placówki są znikome.
To nie pierwszy raz, kiedy nie pozwolono nam dotrzeć z pomocą. Ale trudno jest się przyzwyczaić. Za każdym razem coś ściska za gardło. Za każdym razem kotłują się myśli. Gdybyśmy dojechali szybciej. Gdyby był w pobliżu inny zespół. I strach - co się z nim stało?

„Nowy Rok, nowe życie". Dla osiemnastoletniego Somalijczyka, którego znajdujemy w lesie w sylwestrowy poranek - na pewno. Gdy go spotykamy, jest wyziębiony, ale cieszy się, że nas widzi. Czekał na jakąkolwiek pomoc wiele godzin, nie ruszając się z lasku, w którym znalazł schronienie. Pije ciepłą herbatę i je ciepłą zupę, lecz w małych ilościach, jakby już odwykł od jedzenia. Wyraża chęć ubiegania się o ochronę międzynarodową.
Przyjeżdża straż graniczna. Oczekując na odjazd, pytamy młodego strażnika, co myśli o słowach Duszczyka, że szlak zostanie zamknięty w przyszłym roku. W odpowiedzi rzuca kilka słów powątpiewania. My też wątpimy. Co to znaczy - „zostanie zamknięty"? Kto go zamknie? I co z ludźmi, przecież dla osób chcących poprawić swoją sytuację, uciekających przed wojną, katastrofą klimatyczną czy przemocą nie ma zamkniętych drzwi.
Procedura przyjęcia wniosku przebiega bardzo szybko. Jakby konieczne było zdążenie przed 2025-tym. W ośrodku dla uchodźców, do którego jest kierowany młody Somalijczyk w tę sylwestrową noc, noc zabawy, widzimy kilkanaście osób oczekujących na przyjęcie. W tym kilka kobiet. Nasze przypuszczenia się potwierdzają: po drugiej stronie muru są też kobiety. Tą zimową porą. Nie mamy możliwości zapytania ich o to, jak przebiegała ich droga i jakie nadzieje przyniosły ze sobą do Polski. „New year, new me, new life" („Nowy rok, nowy ja, nowe życie") - mówi „nasz" osiemnastolatek cztery godziny przed północą, żegnając się z nami. My jedziemy witać ten nowy rok w gronie rodziny i przyjaciół, on Sylwestra spędzi w poczekalni. Oby potem było już tylko lepiej.
Na dziedzińcu placówki widzimy ciemnoskórego mężczyznę o kulach. Jest z nim też drugi mężczyzna na wózku inwalidzkim, z nogami uciętymi na wysokości kolan. Czy ktoś widzi tych ludzi, słyszy ich potrzeby? Jak się stało, że się tu znaleźli? Co dalej?

Na Podlasie dotarła zima. Nocą temperatury spadają do -7 stopni. Dotarcie do osoby potrzebującej pomocy staje się coraz trudniejsze ze względu na mróz, wysokie ryzyko hipotermii, dużą ilość służb czy zostawienie śladów na śniegu. Czasami nie udaje się nam dotrzeć na czas. Tracimy kontakt z potrzebującymi i jedynym śladem po nich zostaje wydeptany śnieg lub pozostawiona na ziemi mokra kurtka. Pushback w tak mroźną noc, szczególnie osób, które przeszły przez rzekę, są mokre, wycieńczone lub ranne niesie ze sobą bardzo wysokie ryzyko śmierci. Nie ustajemy w naszych działaniach. Zrobimy co w naszej mocy, aby dostarczyć niezbędną pomoc wszystkim osobom w drodze.
